Troy

Same gwiazdki, scenariusz zerżnięty z ksiązki. Tak więc cóż można z takiego czegoś ukręcić? W każdym razie nie za wiele. Pewnie, dobry jest to film dla mieszkańców USA, którzy nie czytają książek, ale reszta nie ma zbytnio czego tam szukać. Ani zbytniej ekspresji nie ma, ani za specjalnie porywającej akcji. Takie to jest nijakie.

Po trosze to przypomina mi to sytuację polskiego filmu, gdzie przeważająca część filmów to jakieś adaptacje książek (klasyki albo czegoś bliskiego klasyce) i nie produkuje się zwykłych filmów, ze scenariuszem poprostu pisanym dla konkretnego filmu, a nie zjechanego z istniejącej książki.