Don't come knocking

Tak sie sklada, ze w kinie na tym filmie znalazlem sie dosyc niespodziewanie. Bez zadnych specjalnych planow, zeby na niego isc. Wczesniej nawet pomyslalem, ze moglbym sie tym zainteresowac, ale kto by sie spodziewal, ze tak przypadnie mi film do gustu.

Nie ma tu strzelanin, sensacyjnych pogoni. Jest za to prosta historia tracacego popularnosc aktora. Film jest prosty, mowi o podstawowych uczuciach, i robi to bardzo fajnie. A uczucia owe, to chec odnalezienia dziecka, o istnieniu ktorego aktor ow nie mial pojecia - doroslego dziecka, jego dziecka. I tak wokol tego tematu film sie kreci.

Zaskoczyla mnie sceneria. Senne miasteczko amerykanskie, gdzies posrodku pustyni. Bardzo kojarzylo mi sie to z miasteczkami z filmow Jarmusha. To zdecydowanie bylo pozytywne skojarzenie.

Nie bylbym soba, gdybym nie zwrocil uwagi na obsade. Zagrali fajnie, nie znalem praktycznie nikogo. Poza oczywiscie Timem Rothem, ktory jest fenomenem. Gral w takich niesamowicie interesujacych filmach, eksperymentach itp. Czy zyskal z tego jakas wieksza popularnosc? Wyglada na to, ze nie. A szkoda.

dontcomeknockingpic


00000769